Kościół Uliczny

Świadectwa

Jezus zmienił nasze życie.

 

gerardMam na imię Gerard. Moi rodzice byli głęboko uzależnieni od alkoholu i leków psychotropowych. Nie miałem łatwego dzieciństwa, a w wieku dwunastu lat również i ja odkryłem alkohol. Gdy miałem 17 lat byłem już alkoholikiem. Nie potrafiłem uwolnić się od tego nałogu, staczałem się coraz niżej, aż w końcu znalazłem się na ulicy jako bezdomny. Pomieszkiwałem w różnych miejscach i byłem bardzo zmęczony sposobem życia jaki prowadziłem. Rozmyślałem nawet nad samobójstwem.

Pewnego dnia spotkałem chrześcijan, którzy opowiadali mi o Jezusie, o tym że On ma moc, aby zmienić moje życie i uwolnić mnie od nałogu . Po jakimś czasie w trakcie czytania Biblii i ja spotkałem Jezusa. Było to niezwykłe, ponadnaturalne przeżycie. On rzeczywiście zaczął zmieniać mnie i moje życie, oraz nadał mojemu życiu sens i cel. Pojednał mnie z moją mamą, z którą wzajemnie darzyliśmy się wielką niechęcią. W czasie, gdy opiekowałem się nią przez ostatnie osiem miesięcy jej życia, uczucie nienawiści jakie było między mną a nią zamienił w szczerą miłość. Zacząłem również odwracać się od życia, jakie prowadziłem. Od muzyki której słuchałem, od imprez, pijaństwa, złodziejstwa, cudzołóstwa itd. i coraz mocniej lgnąć do Boga.

Chociaż nie było, i nie jest łatwo, choć przechodzę trudne chwile i czasem przegrywam moje potyczki, to jednak zawsze pamiętam moje pierwsze spotkanie z Jezusem, wiem skąd mnie wyciągnął i dokąd prowadzi. Wiem że mogę Mu całkowicie zaufać, że zawsze jest przy mnie niezależnie od otaczających mnie okoliczności i mojego samopoczucia. Właśnie ukończyłem roczną terapię w ośrodku w Warszawie. Czeka na mnie praca i służba Jezusowi. Mam wiele marzeń które chcę wspólnie z Nim zrealizować.

 

marcinMam na imię Marcin. Kiedy po raz kolejny siedziałem w więzieniu, tym razem za próbę zamordowania człowieka, poznałem Jezusa i zacząłem czytać Biblię i przyjąłem chrzest wodny. Po kilku latach, kiedy wyszedłem na wolność zacząłem nadrabiać stracony czas, ale niestety wpadłem w sidła grzechu.

Wyjechałem do Niemiec w nadziei, że tam zmienię towarzystwo. Okazało się, że to nie pomogło. Wpadłem w jeszcze gorsze bagno. Zaczęły się kradzieże, wymuszenia i cudzołóstwo. W końcu, siostra, u której mieszkałem wyrzuciła mnie z domu, koledzy odwrócili się ode mnie, bo za dużo piłem. Znalazłem się na ulicy. Kiedy pewnego dnia obudziłem cały brudny i obolały, postanowiłem coś ze sobą zrobić.

Bóg szybko odpowiedział na moje wołanie i przyjechałem na terapię. Na początku było bardzo ciężko, ponieważ miałem bardzo silne poczucie winy, że się odwróciłem od JEZUSA. Ale byli przy mnie ludzie, którzy powiedzieli mi o przebaczeniu i o przeogromnej miłości Boga.

Zostałem ochrzczony w Duch Świętym i od tamtej pory moja relacja z Panem uległa zmianie o jakiej nawet nie marzyłem. Codziennie kiedy wstaje rano wiem, że nie jestem sam, że jest ktoś, kto cały czas mnie prowadzi i kocha mnie miłością jakiej nigdy nie zaznałem. Mam pewność, że jestem nowym stworzeniem. Bóg ma wspaniały plan dla mnie i wiem o tym, że mam świadczyć o Królu, który nędzarza, wyciąga ze śmietniska i sadza go między książętami. Pozdrawiam was wszystkich.

mietek

 

Mam na imię Mietek. Urodziłem się w rodzinie robotniczej. W wieku 7 lat w wypadku straciłem ojca. Do 18 roku życia byłem ministrantem. Moja mama cieszyła się, że nie jest chuliganem, że nie palę papierosów i nie stwarzam problemów. Pierwszy alkohol wypiłem dopiero w wojsku. W tym czasie mój  o rok młodszy brat, z którym byłem zżyty, chodził do szkoły na Śląsku. Spotykał się tam z bardzo ładną dziewczyną i został śmiertelnie pobity przez 4 czy 5 chłopaków, którzy byli o nią zazdrośni. Kiedy przyszedł do mnie do wojska telegram z pieczęcią z Urzędu Miasta Łowicza, że mam przyjechać na pogrzeb brata, początkowo myślałem, że jest to wymysł mojej siostry, żeby mnie wyciągnąć na przepustkę z jednostki. Pojechałem na pogrzeb. Ciało brata było przywiezione ze Śląska w zamkniętej dębowej trumnie. Razem z siostrą na cmentarzu otworzyliśmy trumnę, by móc się z nim pożegnać. Jego twarz była zmasakrowana.

W wieku 25 lat ożeniłem się z kobietą, która jak mi się wydawało, była miłością mojego życia. Była jedną z najładniejszych dziewczyn w okolicy Łowicza, urzekła mnie swoją urodą. Kiedy zaszła w ciążę  z nią ożenić. Po 4 latach pojawiły się problemy małżeńskie,  żona zaczęła mnie zdradzać. Wniosłem pozew o rozwód. Moja mama już nie żyła, byłem sam z tym wszystkim, nie miałem komu się zwierzyć z moich problemów. Zacząłem zaglądać do kieliszka. Znalazłem sobie towarzystwo silnych chłopaków, z którymi w Łowiczu rozrabiałem. Początkowo podobało mi się takie życie, ale później alkohol zaczął mi przeszkadzać w pracy. W trakcie jednej z awantur z moją żoną, pobiłem policjanta na interwencji i dostałem karę 1,5 roku w zawieszeniu. Kiedy później z kolegą pobiłem dwóch innych policjantów, odwieszono mi wyrok, dostałem 2,5 roku. To był mój pierwszy wyrok. Wychodziłem z więzienia z nadzieją, że będę mógł wspaniale żyć. Ale po paru miesiącach znowu wróciłem za pobicie kolejnego policjanta.

Dostałem rozwód, cieszyłem się, że jestem wolny, byłem dumny. Moja córka wychowywała się beze mnie. Znałem ją tylko ze zdjęcia, bo żona nie dopuszczała mnie do niej ze względu na moje pijaństwo. Podczas delegacji służbowej, w Łodzi pod wpływem alkoholu pobiłem w sklepie dwóch ludzi, zginęło mi wtedy  4,5 miliona.  Jeden
z pobitych trafił do szpitala w stanie ciężkim, miał połamane żebra, przestawioną szczękę. Postępowanie karne odbywało się w sądzie wojewódzkim. Z tej sprawy został przez pana Fajbusiewicza nakręcony reportaż dla telewizji. Uważałem, że w wielu elementach dla ubarwienia historii zostałem oczerniony. Dostałem jako recydywista wyrok 8 lat pozbawienia wolności z artykułu 148.

Najpierw byłem w zakładzie karnym w Łowiczu, potem pojechałem do Płocka, następnie do Potulic. Wcześniejsze wyroki odsiedziałem w Iławie i Bydgoszczy. W więzieniu grypsowałem. Byłem silny, wcześniej uprawiałem boks, grałem w piłkę nożną. Grypsowanie w zakładzie karnym daje dominację, władzę. Do Potulic przyjeżdżali ludzie
z Kościoła Zielonoświątkowego z Bydgoszczy, zwiastowali Słowo Boże. Zacząłem chodzić na spotkania. To wpłynęło na moje zachowanie. Dotąd miałem ponad 60 raportów od strażników o złym zachowaniu. Wychowawca mnie wezwał i spytał co się ze mną dzieje, że jakiś inny jestem, łagodniejszy. Powiedziałem, że czytam Słowo Boże i opowiedziałem o książce Krzyż i sztylet. Czytałem ją przez dwa dni w ubikacji, gdzie było światło i zrozumiałem, że skoro taki bandzior jak Nicky Cruz zmienił się, to i mnie może Bóg zmienić. Ta książka mną poruszyła i stała się punktem zwrotnym  – zrozumiałem dzięki niej, że jest dla mnie nadzieja. Czytałem wtedy też od pół roku Ewangelię Jana, zawiniętą w gazetę, bo wstydziłem się, że jak taki twardziel jak ja, czyta Słowo Boże.

Grypsująca „elita” więzienna stwierdziła, że na spotkania Kościoła Zielonoświątkowego nie mogą chodzić ci, co grypsują, a jeśli chcą chodzić, to mają przestać grypsować. Kiedy ta wiadomość do mnie dotarła, powiedziałem, że nie chcę wchodzić w żadne układy i chcę iść za Jezusem Chrystusem, że czytając Słowo Boże widzę, że Bóg mnie zmienia. Miałem świadomość czym to grozi – tych co przestawali grypsować spotykały złe rzeczy na „pożegnanie”. Koledzy namawiali mnie, bym poczekał, zastanowił się 3 dni, może będzie można pogodzić jedno z drugim – chodzić na spotkania i grypsować. Miałem wtedy w nagrodę iść do Technikum Gastronomicznego ale zrezygnowałem z tej szkoły, żeby uniknąć awantur związanych z moim wyborem. Przeniesiono mnie na inny oddział, do 4-osobowej celi dla niegrypsujących. Pierwszego dnia oddałem swój obiad współwięźniowi. Moi towarzysze dostali w prezencie kilka kartonów dobrych papierosów, kawę, herbatę. Jeden z nich spytał mnie dlaczego przestałem grypsować, odparłem, że zacząłem chodzić na spotkania Kościoła Zielonoświątkowego i teraz chcę żyć w czystości i w prawdzie. Był zdumiony, powiedział mi, że papierosy, kawa i herbata są zapłatą za pobicie mnie tak, bym trafił do szpitala. Powiedział, że po tym, co ode mnie usłyszał, nie weźmie w tym udziału, pozostali kolejno też się wycofali. Rano oddali te rzeczy. Na porannym spacerze słyszałem okrzyki, groźby ale wiedziałem, że nikt mnie nie ruszy, bo Bóg mnie chroni.

Dostałem przydział do grupy remontowo-budowlanej w Bydgoszczy, gdzie remontowano i modernizowano zakład karny. Zostałem brygadzistą. Zarabiałem pieniądze, Bóg mi błogosławił. Z Bydgoszczy przenieśli mnie do Sztumu, gdzie ukończyłem jako najstarszy uczeń szkołę stolarską z dobrymi wynikami. Na organizowane tam spotkania Kościoła Zielonoświątkowego przychodziły wraz ze mną 4 osoby. Pastor Blank z Malborka, który prowadził te spotkania poinformował nas, że 2 program TVP chce nakręcić z naszym udziałem reportaż. Po wcześniejszych doświadczeniach nie chciałem brać w tym udziału. Jako, że spotkania odbywały się raz w miesiącu, mieliśmy czas do namysłu do następnego spotkania. Byłem przyzwyczajony modlić się i pytać Boga w modlitwie o zdanie. Bracia z Bydgoszczy nauczyli mnie, by pytać Boga w modlitwie co robić, bo Bóg wskazuje poprzez ludzi, okoliczności czy Słowo jaka jest Jego wola. Modliłem się o to, co mam robić i zyskałem pewność. Z naszej czwórki we dwóch zdecydowaliśmy się udzielić wywiadu. Kiedy wyszedłem potem na wolność, znajomi od kieliszka wołali – Mietek! Widzieliśmy cię w telewizji ale z Biblią! Co to się z Tobą dzieje? Najpierw pobiłeś tamtych ludzi, teraz z Biblią? Dzięki temu mogłem powiedzieć, że Jezus Chrystus mnie zmienił i wiem teraz co jest dla mnie dobre, a co nie jest właściwe. Namawiali mnie, żebym wypił z nimi za to ale odmówiłem.

Na spotkaniach w Sztumie modliliśmy się, żeby mogły one odbywać się częściej. Bóg działał, a Duch Święty robił niesamowite rzeczy. Grupa się powiększała, dyrektor był zadowolony, kadra też. W celi ze mną był człowiek, który miał chorobliwie wysokie tętno; opiekowałem się nim, zwiastowałem mu Ewangelię, czytałem mu Słowo Boże, słuchaliśmy uwielbienia z kaset. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Oddziałowy pozwolił nam wejść do jednej z cel na godzinkę, żebyśmy mogli pośpiewać. Tak śpiewaliśmy, że w innych celach słyszeli i pytali się potem na spacerniaku, czy to z kasety było. Kiedy usłyszeli, że to my śpiewamy, to chcieli przyjść na to spotkanie.
Z tego oddziału jeszcze 3 osoby dołączyły do uwielbiania. W Sztumie spotkałem Artura Cerońskiego, który wtedy grypsował. Mogłem zwiastować mu Słowo, dałem traktat i książki do przeczytania, powiedziałem mu swoje świadectwo, kim byłem i kim jestem teraz. Jako grypsujący rozmawiał z nami, spotykał się z naszą, 15-osobową już grupą. Był odważny, widać, Bóg zaczął już w nim pracę. Rozmawialiśmy na spacerniaku. Powiedział, że jedzie do Warszawy na kolejną rozprawę, że chyba mu dołożą do wyroku.  Oświadczył, że weźmie ze sobą Nowy Testament, jak mu się wszystko dobrze ułoży i nie dojdzie mu kolejny wyrok, to na pewno będzie chodził z nami na spotkania. Kiedy po paru miesiącach wrócił z Warszawy, przyszedł do mnie i oznajmił, że pomimo tego, co się szykowało, za parę miesięcy będzie mógł wyjść do domu. Zaczął wspaniale mówić o Bogu, o Jezusie Chrystusie, przestał grypsować uznając, że ważniejsze jest życie z Jezusem Chrystusem. Cieszyłem się, że mogłem się przyczynić, by człowieka uratować. Gdy wyszedłem na wolność, spotkałem Artura na Siennej w Warszawie, przedstawił mnie swojej rodzinie. Bóg go pobłogosławił
i mocno używa w służbie. Po 2 latach sztumska grupa uwielbienia liczyła 30 osób.

Opuszczając zakład karny dostałem 8 miesięcy warunkowego zwolnienia. Nie chciałem korzystać z miejskich noclegowni, gdzie na porządku dziennym były kradzieże, bluźnierstwa, gra w karty. Wolałem pracować i za zarobione pieniądze wynajmować mieszkanie. Bóg mi błogosławił. Pracowałem i mieszkałem w Łowiczu, Skierniewicach, Żyrardowie aż trafiłem do Warszawy. W Warszawie pracowałem u człowieka, który był w 100-ce najbogatszych ludzi. Człowiek ten zaufał mi. Miałem wszystkiego w obfitości, dużo zarabiałem, wynajmowałem za małe pieniądze mieszkanie. W tym czasie poznałem kobietę, u której remontowałem dom. Wdałem się z nią w romans. Kiedy przyjeżdżałem do zboru na Sienną, bałem się i wstydziłem jednocześnie do tego przyznać. Spędzałem z tą kobietą coraz więcej czasu. Z powodu kryzysu mój pracodawca zmuszony był do redukcji etatów. Zostałem zwolniony dopiero w ostatniej turze dzięki temu, że pracodawca cenił mnie za to, że nie piję, nie donoszę na innych, nie obgaduję, solidnie pracuję i z nikim nie popadam w konflikt. On wiedział, że jestem wierzący i choć sam nie wierzył, był życzliwy dla mnie. Straciłem pracę. Postanowiłem także zakończyć związek z kobietą; były między nami zbyt duże różnice dotyczące wiary i poglądów. W tym czasie straciłem też mieszkanie. Znalazłem się na ulicy. Zacząłem szukać ratunku w alkoholu. Pojawiły się objawy nawrotu choroby alkoholowej. Wiedziałem, że nieuchronnie wracam do picia. Spotkałem Pastora
z Siennej, który doradził mi, bym poszedł na spotkanie Kościoła Ulicznego. Usłyszałem tam świadectwo Romana, który pił wszystko co się dało i Bóg mu pomógł. Kiedy usłyszałem, że on dał radę, uwierzyłem, że Jezus pomoże i mi. Spytałem Pastora Kościoła Ulicznego, czy mogę skorzystać z pomocy Ośrodka. Powiedział, że jeśli będę trzeźwy, to tak. Przyszedłem trzeźwy następnego dnia i zostałem przyjęty na terapię. Pomimo, że działy się tam wspaniałe rzeczy, przez pierwsze pół roku chodziłem zasmucony – nie potrafiłem się radować, nie mogłem odzyskać tej radości, którą kiedyś miałem z Jezusem Chrystusem. Biernie uczestniczyłem w zajęciach. Nie mogłem się modlić, byłem zdołowany, oskarżałem siebie, że zawiodłem mojego Pana. Marta, żona Pastora Pawła, spytała mnie: Dlaczego ty się sam oskarżasz? W ten sposób ranisz Jezusa Chrystusa. Jej słowa do mnie dotarły. Pojechaliśmy do Ustronia na konferencję, na której usługiwał Pastor Hydzik. Przełamałem się i poprosiłem Wychowawcę o modlitwę. Od tamtego dnia zaczęło się dziać we mnie coś wspaniałego – odszedł strach. Pastor Paweł spytał, czy modliłem się kiedyś na językach. Powiedziałem, że wcześniej, przed swoim upadkiem, tak, ale od tamtego czasu, nie. Modliliśmy się o to i odzyskałem ten dar. Odżyłem. Odzyskałem radość.

Zacząłem regularnie modlić się, czytać Boże Słowo, książki. Kiedy czułem atak diabła, który próbował skłócić mnie z innymi, modliłem się. Poprzez modlitwę moje serce zaczęło się zmieniać. Otwierałem się na spotkaniach terapeutycznych z psychologiem. Bóg zaczął naprawiać moje relacje z ludźmi. Pojechałem na przepustkę do córki ale potraktowała mnie ona jak obcego, nie uwierzyła, że jestem innym człowiekiem i że kocham Jezusa. Myślała, że to moje manipulacje. Odwiedziłem też policjanta, za pobicie którego miałem wyrok. Był zdziwiony moją wizytą. Powiedziałem mu, że kocham Jezusa, czytam Słowo i chcę prosić go o przebaczenie. Podał mi rękę. Bóg zmienił mój stosunek do policji, uwolnił od agresji, nie zaciskam już pięści, jestem otwarty na wszystkich ludzi.  Zaprzyjaźniłem się z tym policjantem, ilekroć jestem
w Łowiczu, spotykam się z nim.

Po 2 tygodniach od ukończenia Ośrodka dostałem pracę. Przed Wigilią pojechałem ponownie do siostry, odwiedziłem także córkę. Córka, jak zobaczyła mnie ponownie,
i przekonała się, że jestem trzeźwy,  podeszła do mnie i przytuliła się. Poleciały mi łzy. Kiedyś uważałem, że mężczyzna nie powinien płakać, byłem twardzielem. Teraz płakałem z radości. Zięć, także podszedł do mnie, podał rękę i powiedział Witaj tato. To była najwspanialsza Wigilia. Święta spędziłem z siostrą i jej córkami, w Kościele w Stargardzie złożyłem świadectwo. Spotykam się też z byłą żoną, która jest otwarta na Słowo Boże i zaczęła czytać Ewangelię Jana, Psalmy oraz Przypowieści. Po powrocie do Warszawy, w Zborze na Markowskiej  spędziłem najpiękniejszego Sylwestra – bez alkoholu, w dobrej atmosferze. Zostałem uzdrowiony przez Boga
z wrzodów, a także z alergii, którą miałem od środków chemicznych.

Obecnie uczestniczę w spotkaniach Kościoła Ulicznego, mam tu wspaniałą służbę. To radość i przywilej dla mnie, że mogę pomagać i ratować innych ludzi. Spotkałem tu jednego z moich kolegów, z którym kiedyś pracowałem. Pod wpływem czytania Nowego Testamentu stracił chęć do picia wódki. Chciał jeszcze nie palić. Zaproponowałem mu modlitwę w namiocie uzdrowienia i podczas tej modlitwy został uzdrowiony także jego wzrok. Radował się ogromnie. Bóg działa, dzieją się wspaniałe rzeczy, jestem ożywiony tą służbą. Kiedyś miałem problemy z powiedzeniem świadectwa, z powiedzeniem czegokolwiek o Bogu, wstydziłem się, miałem tremę w większym gronie; teraz każdego dnia, gdziekolwiek jestem, wykorzystuję okazję. Wiem, że Bóg przez nasze modlitwy może ratować, a my możemy być wojownikami modlitwy. Bogu dziękuję za ten Ośrodek, Kierownictwo i Pracowników Ośrodka, to wspaniali ludzie. Wierzę, że ten Ośrodek się rozrośnie, że wyjdzie z niego wielu ludzi, którzy zaniosą poselstwo do rodzin i miejsc pracy. Bogu dziękuję za to świadectwo, które mogę złożyć i w ten sposób usłużyć mojemu Panu Jezusowi Chrystusowi.